Udało się, światło dzienne ujrzał mój pierwszy wpis. Można powiedzieć, że zostałem świeżo upieczonym blogowym ojcem. Po wielu porażkach i odkładaniu pomysłu na bloga wreszcie się udało. Na początku tytułem wstępu, jako że czuje się winny i w ramach pokuty, chciałbym wyznać swoje winy, opisze w kilku słowach, czemu zdecydowałem się na bloga i jakie miałem obawy z tym związane. Zaczynajmy…

CZY TO W OGÓLE MA SENS?

Czytając wpisy na blogach, stronach internetowych czy social media często pojawiał się pomysł założenia swojego bloga. Wyglądało to mniej więcej tak: w głowie punktowałem, o czym mógłbym pisać, następnie pojawiały się wahania czy aby na pewno moje życie nie jest zbyt nudne i czy w ogóle ktoś będzie chciał to czytać, po czym tworzyłem listę przykładowych wpisów, które mógłbym opublikować na blogu i dochodziłem do wniosku, że prowadzenie bloga to nie jest moja bajka, nie dam rady i na pewno to o czym bym pisał zostało powielone już setki lub tysiące razy w internecie. Miałem racje, bo w końcu ile jest osób, które piszą, chociażby o bieganiu? Ile jest osób, które chwalą się swoimi treningami, sposobem odżywiania czy nowymi butami? Mnóstwo! Na samym Instagramie hasztag „bieganie” został użyty ponad 530 tysięcy razy. Im głębiej, tym bardziej upewniałem się, że blog to jałowe zajęcie, a poświęcanie czasu na zakładanie bloga i pisanie to strata czasu. Zaraz po bieganiu pojawiały się kolejne pomysły m.in.: poglądy, styl życia, dieta roślinna, grafika komputerowa, muzyka i tak dalej. Cały czas skupiałem się na tym, czego nie osiągnę, ile zmarnuje czasu, co mi to da, czy w ogóle ktoś to przeczyta i czy przy okazji, rykoszetem ludzie nie zmieszają mnie z błotem. Przez cały ten czas nie potrafiłem zmienić swojego myślenia i sądziłem, że blog jest tylko dla ludzi z autorytetem, dużym zasięgiem, tysiącami czytelników.

Potrzebowałem roku lub nawet dłuższego czasu, żeby poukładać sobie pewne kwestie i zrozumieć, że blog to nie tylko wielkie zasięgi, tysiące czytelników i bycie rozpoznawalnym. Chce potraktować blog jako mój „pamiętnik”, miejsce uzewnętrznienia moich pomysłów, spostrzeżeń i poglądów, będzie to miejsce, w którym będę chciał podzielić się wiedzą i doświadczeniem w pewnych kwestiach z uwzględnieniem tego, iż nie chce być dla kogoś wyrocznią.

WSZYSTKO NAS ROZPRASZA

Jestem osobą, którą rozprasza wszystko, mam wiele pomysłów, które wypierają inne pomysły, a w ogólnym rozrachunku niewielka ich część zostaje realizowana. Lenistwo i rozproszenie to choroba, na którą prawie wszyscy chorujemy. Żyjemy w czasach rozwoju technologii i wielkich zmian, na każdym kroku rozpraszają nas wszelkiego rodzaju informacje, powiadomienia w telefonie, nowe maile na naszej skrzynce pocztowej czy wiadomości na messegnerze. Często łapiemy się na sytuacji, w której mieliśmy odpisać na jedną wiadomość znajomemu, a kończy się na tym, że przejrzeliśmy całego Facebooka, przeszliśmy kolejny poziom w Candy Crash, a na sam koniec całkowicie przypadkiem trafiliśmy na sam koniec internetu. Wydawałoby się, że zajęło nam to 5 minut, a w rzeczywistości spędziliśmy w telefonie pół godziny lub jeszcze więcej. Kończy się na tym, że wiele z zaplanowanych pomysłów zostaje odstawionych na później, a te mniej pilne często odchodzą w niepamięć i rzucamy je w kąt.

Nie wiem ile razy rzucałem bloga w kąt, ale wiem, że warto spróbować i mieć nadzieje, że nie będzie to mój pierwszy i ostatni wpis.

Witaj na blogu.

fot. Michał Grosicki

5 komentarzy

  1. Witaj kolego! Życzę Ci wszystkiego dobrego! Zapewne czytać się będzie ciebie przyjemnie, dlatego wytrwałości… systematyczności i jeszcze raz dobrego 🙂 Odwiedzę przy okazji fb 😉

  2. Widzę, że trochę zajęło Ci napisanie drugiego posta 😀
    Dlatego nie warto mieć nadziei. Warto wziąć sprawy w swoje ręce. 🙂
    Trzymam kciuki za kontynuację i wytrwałość. Poza tym super design strony.
    Pozdrawiam 🙂

    • Czarny kolor Odpowiedz

      Dzięki za dobre słowa, takie komentarze motywują do dalszego działania! 🙂

Write A Comment